Poza strefą komfortu

Pojęcie „strefa komfortu” robi zawrotną karierę. Poza strefą komfortu ma znajdować się wszystko, co dobre: szczęście, sukces, miłość i pieniądze. Ogólnie „dzieją się tam cuda”. Aż trudno zrozumieć, dlaczego to wspaniałe miejsce ma taką paradoksalną nazwę - sugerującą jakiś dyskomfort. I dlaczego rzekome „bagno”, w którym tkwimy na co dzień to jednak „komfort”.

Postanowiłam poruszyć ten temat, kiedy ostatnio na jednym z warsztatów rozwojowych usłyszałam, że należy co dziennie robić coś „niewygodnego”, aby wybijać się ze strefy komfortu. Możemy na przykład przykręcać kaloryfer, by było nam za zimno. Lub przeciwnie, jeśli wysokie temperatury są dla nas trudne do zniesienia, zróbmy sobie w domu piekarnik. Idąc tą logiką, wystarczy włożyć kamyk do buta, by zapewnić sobie codzienną niewygodę. W jaki sposób przybliża nas to do sukcesu? W żaden!

O co chodzi z tą strefą komfortu?

Mówi się, że przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka i jest w ty sporo prawdy – z tym, co znane i oswojone żyje nam się łatwiej. Wiemy czego można się spodziewać, wiemy co robić. Działamy rutynowo i to daje poczucie bezpieczeństwa.

Zmiana wymaga podjęcia wysiłku, a często również ryzyka. I to jest właśnie granica strefy komfortu. Chcesz zmienić swoje życie? Sporo osób odpowie, że tak. A czy jesteś w stanie podjąć trud i ryzyko? Do tego chętnych jest znacznie mniej.

Warto jednak pamiętać, że do przeprowadzenia zmiany nie wystarczy jakikolwiek dyskomfort - trud musi być nakierowany na cel. Można chodzić z kamykiem w bucie i nie dorobić się niczego oprócz rany na stopie. Można zdecydować: „będę wstawać 5 minut wcześniej, aby wyczyścić buty, bo chcę zadbać o mój wizerunek” – poświęcamy odrobinę komfortu, dla działań, które mają nas zaprowadzić do konkretnego celu.

Jak to działa w związku?

Kiedy pracujemy nad związkiem, wychodzenie ze strefy komfortu też może okazać się przydatne. Oczywiście nie po to, aby żyło nam się mniej wygodnie, ale by wprowadzić korzystne, celowe zmiany. Zakręcanie kaloryferów nic nie da, podobnie jak kupowanie niewygodnych mebli. Ale jeśli mamy tendencję, by nadmiernie kontrolować partnera/partnerkę, pozostawienie mu/jej większej swobody może powodować znaczny dyskomfort – wyjście ze strefy komfortu. Jeśli nadmierna kontrola zagraża jakości (lub istnieniu) związku, warto jednak podjąć wysiłek.

Dyskomfort nie jest celem, a jedynie środkiem. Podejmując wysiłek, czy trud – w związku i w innych dziedzinach życia – warto każdorazowo zadawać sobie pytanie: W jaki sposób to działanie przybliża mnie do mojego celu? Jeśli wcale – nie warto się trudzić. Jeśli przybliża – warto o tym pamiętać. To jest nasza motywacja.

Izabela Grelowska

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *